<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Rozmowa w Grach Stoowych"> 
<author_1=Gustaw Morcinek>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="7">
<date=1953-07-19>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Pojechalimy przeto z Polanicy-Zdroju na Gry Stoowe. Autobus zamieni si w poch baletnic, a mj ssiad, stary grnik z Zabrza, twierdzi, e kierowca jest lekko pod gazem. Nie by pod gazem, tylko droga bya tak krta, e wsptowarzysze zataczali si na awach, raz na prawo, potem na lewo. Dojechalimy wreszcie. Przed nami bya ka zasiana firletk, upstrzona krowami i owiana nagrzanym zapachem macierzanki. Z ki wyrastay pod niebo prostopade ciany sprzed ilu tam milionw lat  jak twierdzi przewodnik  a na owe ciany wiodo 786 kamiennych stopni. Pikna robota i mj ssiad-grnik obmacywa kamie i co mrucza.
 Strop z takiego kamienia dziery jak pierun!  rzek w kocu.
Za nami wiat pawi si w socu, i jaki cudaczny ptaszek wci rozsiewa plotki, e widzi, widzi, widzi!
 Chachar faroski!  zauway grnik.
 Po jakiemu?
 Bo klachula z niego! Oto jakosi szwarno dziouszka posza ze swym narzeczonym do lasu. On si do niej przymila, a ona pado, e ni, e ich moe kto widzi. On pado, e ni, a tamten ptoszek wrzeszczy na cao okolica, e widzi... O, syszycie go, jak si drze?...
Istotnie gdzie w gszczu tkwi w may ptaszek-sowijaszek i pokrzykiwa gorliwie, e widzi, widzi, widzi!...
Potem zapomnielimy o ptaszku-klachuli, a zatrzymalimy si na tym stropie z piaskowca. Na szczycie, utworzonym w ksztat paskowyu, zastalimy ju jak wycieczk, bodaj czy nie z Dusznik.
 Widzicie tego karlusa?  zauway grnik. Wskaza mi na siedemnastoletniego chopca. Sta oparty o barier, zapatrzony w bardzo daleki, nasoneczniony owiat
 Widz!
 To grnik!  orzek.  Poznm z daleka...
Istotnie, jak si okazao, by to grnik. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
